Ucieczka z Auschwitz Paweł T.FELIS

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ucieczka z Auschwitz
PAWEŁ T. FELIS
2007-11-06, ostatnia aktualizacja 2007-11-06 17:59

gazeta-wyborcza

Polski dokument „Uciekinier” i jego bohater 88-letni Kazimierz Piechowski sprowokował w Sztokholmie burzliwą dyskusję o stosunku Polaków i Szwedów do historii

ucieczka-z-auschwitz

Rozbawieni esesmani w Auschwitz po służbie. W tło tego zdjęcia odkrytego niedawno w jednym z oświęcimskich domów reżyser Marek Tomasz Pawłowski wmontował postać 88-letniego bohatera filmu Kazimierza Piechowskiego

Zorganizowany pod koniec października przez Instytut Polski w Sztokholmie panel dyskusyjny „Nazizm i komunizm w perspektywie europejskiej” wymyślił Leo Kantor – emigrant z 1968 roku, publicysta, wykładowca uniwersytecki, twórca sztokholmskiego festiwalu „Człowieczeństwo w filmie”. To on zainicjował opublikowany niedawno w „Gazecie” list otwarty do prezydenta RP, w którym razem z m.in. Leszkiem Kołakowskim i Danutą Kuroń upomina się o uhonorowanie polskiego pisarza Jerzego Zawieyskiego Orderem Orła Białego za postawę w marcu ’68. Pokaz dokumentalnego „Uciekiniera” o Polaku, który uciekł z Auschwitz, wydał mu się szczególnie ważny właśnie w Szwecji.

– Szwecja wciąż nie chce pamiętać, że jej neutralność była fikcją – mówi mieszkający w Sztokholmie Kantor. – Produkowanie łożysk dla Hitlera, współpraca ze Związkiem Radzieckim po 1945 roku – to wciąż zamazywane karty w historii. A „Uciekinier” jest nie tylko spotkaniem z ofiarą nazistów i komunistów, ale przede wszystkim z pięknym człowiekiem. Kazimierz Piechowski to żywy dowód na to, jak można się odbić od własnej tragedii, ocalić w sobie godność i zwykłe dobro.

Ucieczka, jakiej nie było

20 czerwca 1942 roku Kazimierz Piechowski razem z mechanikiem samochodowym, Ukraińcem Eugeniuszem Benderą, Stanisławem Jasterem i księdzem z Wadowic Józefem Lempartem dokonali rzeczy niebywałej – przebrani za hitlerowców w steyerze 220 wyjechali z obozu w Auschwitz, krzycząc jeszcze na Niemców, by szybciej otwierali szlaban. Piechowski walczył potem w AK, po wojnie studiował na Politechnice Gdańskiej, zaczął pracować. Ktoś doniósł, że wbrew zarządzeniom nie ujawnił się jako były AK-owiec. Rewizja, podrzucony pistolet i wyrok: 10 lat. „I tak potraktowali mnie łagodnie, niektórzy koledzy dostawali dożywocie albo czapę” – komentuje w filmie.

Dlaczego przez ponad pół wieku nie mówiono o brawurowej ucieczce? – To był w domu temat tabu: nie wolno było nawet wspominać o Oświęcimiu – tłumaczy żona Iga Piechowska. – Kiedy po 50 latach pojechaliśmy po raz pierwszy do Auschwitz, mąż stanął przy Ścianie Śmierci i stracił przytomność. – Wciąż śni mi się obóz, odganiam w nocy psy hitlerowców – mówi Piechowski. – Zajmowałem się wywożeniem ciał. To obrazy, od których nie można uciec. Gdy opowiadałem o tym papieżowi Benedyktowi XVI w Oświęcimiu, jego twarz skamieniała, jakby chciał powiedzieć: nie mów już więcej.

„Ten grubas wysoki to Nowak”

Po raz pierwszy film o uciekinierach miał powstać jeszcze w latach 70. Gdy Piechowski usłyszał, że według scenariusza ucieczkę zorganizował Józef Cyrankiewicz (również więzień Auschwitz), do kolegi Eugeniusza Bendery rzucił tylko: „Idziemy, nic tu po nas”.

W 2006 roku, po kilku latach przygotowań, historię Piechowskiego przypomniał reżyser Marek Tomasz Pawłowski. Jego „Uciekinier” otrzymał m.in. nagrodę publiczności na Krakowskim Festiwalu Filmowym, a po kilku emisjach w telewizji wywołał lawinę komentarzy widzów. „Dzięki Panu zrozumiałam, co w życiu jest ważne!” – pisała jedna z internautek.

W znakomicie sfotografowanym przez Jacka Januszyka „Uciekinierze” Piechowski znów wraca do Oświęcimia, otwiera właz, przez który dostał się do magazynów, zagląda do zniszczonego pomieszczenia, w którym trzymano hitlerowskie mundury i broń. Na zdjęciach z odkrytej przypadkiem rolki fotograficznej rozpoznaje rozbawionych, prawdopodobnie pijanych SS-manów. „Ten grubas wysoki to Nowak. Polskie nazwisko, ale kawał drania. Ten w czapce przypomina mi Schalla, tak, to on. Kopał więźniarki, że nie mogły unieść bali słomy. I młody Sauberzweig. Arystokrata, laluś, ręce mył wodą mineralną. Ale więźniami się nie interesował”.

Obronił się w filmie ryzykowny pomysł Pawłowskiego, który we wspomnienia bohatera dyskretnie wplata rekonstruowane przez młodych aktorów etapy ucieczki, a samego Piechowskiego wmontowuje w czarno-białe zdjęcia sprzed lat. – Nie chciałem robić „Sensacji XX wieku”, staram się jednak poszerzyć tradycyjny dokument o zabiegi, które z powodzeniem stosuje się na świecie – tłumaczy reżyser.

Razem z producentką Małgorzatą Walczak od lat drobiazgowo dokumentują nieznane opowieści o ludziach, których losy poplątała historia. Przy pracy nad „Uciekinierem” doprowadzili m.in. do spotkania Piechowskiego z reżyserką Karoliną Benderą („Co dalej z tobą, Karolinko?”), wnuczką Eugeniusza Bendery, która dopiero od Piechowskiego usłyszała, że jej dziadek był bohaterem.

W Sztokholmie podkreślano, że niebywała historia Piechowskiego nadaje się na fabułę nie mniej efektowną niż „Parszywa dwunastka” czy „Zbieg z Alcatraz”. Może zainteresuje się nią Spielberg, który dostał od Pawłowskiego płytę z dokumentem i wspomnieniową książkę Piechowskiego „Byłem numerem”?

Historia jak zbieranie znaczków

O świetnie przyjętym w Sztokholmie „Uciekinierze” pisała szwedzka prasa (m.in. „Svenska Dagbladet”), Kazimierz Piechowski i reżyser udzielili blisko dziesięciu wywiadów. – Myślałem, że wiem wszystko o ucieczkach z obozu, ale ten dokument był szokujący. Koniecznie trzeba go włączyć do szwedzkich programów edukacyjnych – mówił mi Stefan Andersson z Forum Żywej Historii Europy. – Muszę ten film zdobyć, bo to świadectwo, które powinno iść w świat – zaznaczał Emmerich Rot z fundacji EXIT, która od siedmiu lat prowadzi w Szwecji akcję wyciągania młodych ludzi z organizacji neonazistowskich.

Dyskusja po projekcji „Uciekiniera” była chwilami burzliwa. 40-letnia Szwedka przypominała, że w Szwecji i wielu innych krajach europejskich prawie nic nie wiadomo o tragicznych losach narodów słowiańskich w czasie II wojny i po niej. Ktoś sugerował nawet, że potrzebna jest w Szwecji organizacja, która zbada i upubliczni na masową skalę wstydliwe epizody z historii: od pierwszego w Europie założonego w 1922 roku Instytutu Higieny Rasowej po często niehumanitarną politykę wobec „gorszych” nacji już po wojnie.

Camilla Andersson i Anders Hiemdahl z organizacji Informacja o Komunizmie podkreślali, że w Szwecji pokutuje często idealistyczny obraz „dobrego komunizmu”, a większość ludzi (zwłaszcza młodych) nie ma pojęcia, czym były łagry. – Jeśli jednak udało się doprowadzić do tego, że po latach edukacji dzisiejsza młodzież wie już, czym był nazizm, trzeba podobnych programów, by szerzyć wiedzę o komunizmie – tłumaczyła Andersson.

– Polsce często zarzuca się, że za bardzo rozpamiętuje dawne rany – mówi Mika Larsson, do niedawna szwedzka attaché kulturalna w Warszawie, w przeszłości dziennikarka relacjonująca m.in. strajki w Stoczni Gdańskiej. – Ale w stosunku do przeszłości dzieli nas przepaść. Dla Polaka historia to część jego tożsamości, nawet jeśli chce się wobec niej dystansować. W Szwecji przeszłość właściwie nie istnieje. Jeśli niektórzy interesują się historią, to na zasadzie hobby. Zamiast zbierać znaczki, czytają o wojennych tragediach. Spotkajmy się za dziesięć lat – może statystyczna wiedza o komunistycznych zbrodniach będzie większa, ale w naszym stosunku do historii nie zmieni się nic.

„Ten na górze mnie chyba polubił”

„Wśród pytań, które słyszymy, jedno powtarza się za każdym razem: ( ) Dlaczego nie uciekliście?” – pisze włoski pisarz Primo Levi w książce „Pogrążeni i ocaleni” (jej fragment opublikowała ostatnio „Gazeta Świąteczna”). Udana akcja Piechowskiego potwierdza dramatyczne problemy, o których pisze Levi. W odwecie hitlerowcy przewieźli do Auschwitz i zamordowali rodziców Jastera i matkę Lemparta. W oddziale uciekinierów winę zrzucono na kapo Kurta Pachalę, który po miesiącach tortur zmarł śmiercią głodową.

Jeszcze w czasie wojny zginął też Stanisław Jaster. W AK wydano na niego wyrok – Jaster wielokrotnie wymykał się Niemcom, aż w końcu oskarżono go o współpracę z gestapo. – To jedna z największych pomyłek AK – wspominał w Sztokholmie Piechowski.

Po raz kolejny historia prawie dopadła Piechowskiego w Stoczni Gdańskiej – gdy wybuchły tam strajki, był już jednak na emeryturze. Dziś za zabraną młodość, lata w komunistycznym więzieniu nikogo nie chce rozliczać. Jak mówi, sam popełnił błędy, których nie może sobie wybaczyć. – Dostaliśmy kiedyś w AK rozkaz zabicia leśnika, rzekomo zdrajcy. A parę dni później okazało się, że to nie ta wieś i nie ten człowiek. Cały czas mam w oczach jego żonę i przerażone dziecko. Jak mam z tym żyć?

Piechowski odmówił, gdy m.in. Maciej Płażyński starał się o przyznanie mu Orderu Orła Białego: „Nie mam poczucia, że to odznaczenie mi się należy”. Po roku 1989 sprzedał ziemię pod Gdańskiem i za zarobione pieniądze zaczął podróżować. „Przez całe swoje życie ciągle uciekałem. W czasie wojny przed Niemcami, po wojnie przed czerwonymi, w Auschwitz kilka razy uciekłem przed śmiercią. Teraz uciekam w świat. Żeby nie stetryczeć” – opowiada w filmie.

Razem z żoną odwiedzili 60 krajów na wszystkich kontynentach. Na Kubę wyjechali z ekipą Pawłowskiego. Przygotowują następne książki, planują podróże, m.in. do Ameryki Południowej. Emanują energią. W „Uciekinierze” Piechowski uśmiecha się: „Mam wrażenie, że ten na górze mnie polubił”.

Źródło: Gazeta Wyborcza